Producenci Sprzętu mnie znienawidzą, metoda.

Wstęp

Przez te kilkadziesiąt lat zajmowania się wędkarstwem wielokrotnie dostawałem pytania o zakupy sprzętu wędkarskiego. Wydanie gór pieniędzy i zagracenie każdej dostępnej przestrzeni w pomieszczeniu wędkarskim skłoniło mnie do refleksji i wyciągnięcia wniosków podzielę się więc z wami moimi doświadczeniami w serii wpisów traktujących o metodach w których czuję się pewnym swojej racji.
Ulegamy magii marketingu i bez większego zastanowienia nabywamy rzeczy których potrzebę posiadania ktoś nam wmawia a nie te które są nam potrzebne by uzyskać sukces.

Czytaj dalej….

Grudniowa tyczka.

 W niedzielę 14 grudnia pojawiłem się nad wodą z zamiarem łowienia na tyczkę, przyznam wam się do tego że moje myśli krążyły w okolicy jednego tematu „Dlaczego gdy coś zaplanuje, coś musi mi te plany popsuć?”. Byłem nawet odrobinę rozdrażniony ciągłymi zmianami planów tym bardziej że od kilku dni przebywałem na urlopie a w planach miałem malowanie trzech pomieszczeń w domu więc kolejny tydzień miał być pod znakiem prac malarskich. Minęło kilkadziesiąt minut nim miałem rozłożony kosz, rozstawione rolki i wygruntwane stanowisko. Ulepiłem kule do nęcenia ciężkiego i z kubka. Zaparzyłem kawę i przebrałem się w kombinezon zapewniający mi komfort cieplny i swobodę ruchów. Do wody posłałem kule zanętowe i  w łowisko wstawiłem zestaw. Miałem nadzieję że pojawią się karpie w nęconym miejscu, odławiałem drobne ryby gdyż taka jest kolej rzeczy, zanim pojawią się te większe trzeba solidnie pomachać tyczką. Po drobnej rybie wchodzi ta średnia i następnie ta największa objawia się to chwilowym zanikiem brań.

Czytaj dalej….

Październikowe karpie.

26 października i minął kolejny miesiąc zanim miałem szansę pojawienia się nad wodą, skrzętnie ją wykorzystałem tym bardziej że przyroda wchodziła w stadium jesieni. Pierwsze liście zmieniały już barwy spadały i zaczęły pływać po łowisku, tańcząc swój balet  po powierzchni wody porywane podmuchami wiatru. Przebłyski słońca jednak umilały całą aurę i czyniły temperaturę całkiem znośną. Świat był wspaniały skłaniał do refleksji nad przemijającym czasem a okres wzmożonego przed zimowego żerowania dawał spore szanse na spotkanie z rybą,. Nie dałem się zapędzić na ścieżki umysłowych rozważań, maiłem jasno określone cele, spotkanie z rybą, poczucie klimatu jesiennego łowienia i naładowanie baterii.  

Czytaj dalej….

Sierpniowa metoda.

Pojawianie się na rybach w miesięcznych cyklach, czyniło mnie lekko smutnym. Moje życie tradycyjnie prawie pozbawione czasu na własne przyjemności zaczęło mnie męczyć i rozpocząłem rozważania nad zmianą swojego statusu. Myślę by to zrobić aby się realizować w mojej głowie kiełkuje pewien pomysł jednak brakuje odwagi by porzucić służbę która daje mi masę satysfakcji ale i zabiera masę czasu. Czasu którego nie da się już cofnąć. Stwierdziłem więc że czas się na chwile zatrzymać i przemyśleć spokojne swoje sprawy. Gdzie myśli się lepiej niż na rybach? Naturalną rzeczą stało się dla mnie to że jak coś wymaga rozważenia w samotności to uciekam nad wodę do przyrody, daje sobie czas na oczyszczenie głowy i rozpoczynam analizę.

Czytaj dalej….

Sierpniowa tyczka.

Sobota 30 sierpnia rozpoczęła się obiecująco, nad wodą budził się świt, wśród lekkiego oparu rozchodził się dźwięk zanęty przecieranej przez sito i dźwięk ziewnięć mojej osoby odzwyczajonej ciężka pracą do późnych godzin nocnych od porannego wstawania.   Na zroszonej trawie pozostawały ślady stóp pozostawione przez ciągłe kursowanie pomiędzy bagażnikiem samochodu a rozstawianym stanowiskiem. Nieśpiesznie i systematycznie na brzegu pojawił się kosz, siatka, półki, rolki tyczka mata i kuwety.  Na kolanach bo przemęczone plecy odzywały się bólem zacząłem lepić kule z zanęty tak pieczołowicie przygotowywanej. Dziś musiało być wszystko dopięte na ostatni guzik, dziś miało być idealnie i dziś miał być sukces.

Czytaj dalej….

Pierwszy czyn “na swoim”.

Pochłonięty urlopem, zdanym prawem jazdy kategorii A i objeżdżaniem nowego motocykla cały wolny czas miałem intensywnie zajęty. Nad wodą pojawiłem się dopiero 3 sierpnia. Pojawienie się nad wodami mojego Stowarzyszenia Dąbrowski Karp miało wymiar symboliczny. Wymiar ten miało dlatego że w sierpniu stowarzyszenie podpisało umowę na użytkowanie wód i terenu spotkaliśmy się by usunąć ślady bytności wędkarzy koneserów mięsa z łowiska, posprzątać śmieci, usunąć pozostałości po zestawach w postaci niebezpiecznych dla ptaków i zwierząt żyłek.

Czytaj dalej….